Robię biznes tłumaczeniowy

Nigdy bym nie pomyślał, że kiedyś będę chciał uczynić z tego mój biznes. Temat wydawał mi się nudny i na tyle banalny do rozwiązania, że niewymagający żadnych specjalnych narzędzi. Jakże się myliłem!

Z tłumaczeniem – a tak naprawdę lokalizacją – stron WWW i aplikacji zetknąłem się wiele lat temu. Już na początku mojej kariery w IT brałem udział w tworzeniu aplikacji tłumaczonych na różne języki. Jednak dopiero niedawno – w GetResponse – uczestniczyłem w analizie systemów, które miałyby nas wspierać w tłumaczeniu naszego serwisu na wiele języków (obecnie 25 języków interfejsu). Konkretnie chodzi o tak zwane TMSy (Translation Management System). Nie będę wymieniał tu nazw systemów, które miałem okazję testować, ale była to pierwsza liga tego typu aplikacji.

Analizując je po godzinach pracy i tworząc prototyp konektora, zrozumiałem, że strasznie się w ten temat wkręciłem. Któregoś dnia dowiedziałem się (dzięki, Martyna!), że najbardziej znanym Polakiem w branży jest Agenor Hofmann-Delbor (tak, tak! nie pomyliłem się – Polakiem), swoją drogą związany z jednym z kluczowych graczy w tej branży. Przeczytałem jego książkę – Programiści i tłumacze. Wprowadzenie do lokalizacji oprogramowania. I dalej już jakoś poszło…

Live Work Create

Po co komu TMS?

Bardzo uproszczony schemat działania przeciętnego TMSa:

  1. Masz jakieś treści do przetłumaczenia (źródło).
  2. Dodajesz je do takiego systemu lub treści pobierają się automatycznie.
  3. Żródło jest przekazywane do tłumacza (lub tłumaczy – w przypadku tłumaczenia na wiele języków).
  4. Tłumacz tłumaczy treści (często w osobnym narzędziu – CAT) i wrzuca je do TMSa.
  5. Inny tłumacz zostaje przydzielony do weryfikacji tego tłumaczenia.
  6. Weryfikator robi korektę tych treści.
  7. Przetłumaczone treści są zapisywane w pamięci tłumaczeń (TM) do późniejszego wykorzystania.
  8. I są eksportowane do miejsca, w którym mają zostać wykorzystane.

Różne TMSy mają wiele rozszerzeń – dostęp do „własnych” tłumaczy, tłumaczenie maszynowe (pseudo-sztuczna inteligencja), automatyzacja procesu i wiele, wiele innych. Nie będę wnikał w szczegóły, bo nie jest to tutaj potrzebne, a Ty i tak pewnie wybierzesz inny biznes (jeżeli się mylę, to napisz do mnie na priv).

Prawda jest taka, że dobry TMS potrafi zaoszczędzić naprawdę dużo czasu i pieniędzy (TMSy są tak drogie, bo twórcy wiedzą, że ich koszt zwraca się po wielokroć). I jest właściwie niezbędnym narzędziem przy wielojęzykowej aplikacji. O tym, dlaczego warto tłumaczyć aplikacje na różne języki, może przy innej okazji…

Co wyróżnia mój biznes

Popularny serwis tego typu i mój najbliższy konkurent pod względem grupy docelowej oferuje w najtańszym z planów dostęp dla 5 użytkowników za jedyne $168 miesięcznie (~630 zł). Zdarzało mi się robić tłumaczenia całych aplikacji za mniej niż ta miesięczna opłata! Co ciekawe prawie wszystkie tego typu cenniki opierają się na liczbie osób korzystających z aplikacji. To powoduje, że dla małego biznesu tego typu serwisy są poza zasięgiem. A szkoda, bo wiele małych firm mogłoby bardzo skorzystać na tego typu rozwiązaniach.

Ja zamierzam się skupić właśnie na tej grupie – małych firmach i startupach. Zamierzam w rozsądnej cenie dać narzędzie, które pomoże im się rozwijać i zarabiać więcej. U mnie bazą będzie liczba tłumaczonych słów (lub znaków w przypadku takich języków jak japoński). Im więcej tłumaczysz i na im więcej języków tłumaczysz, tym więcej płacisz. Użytkowników możesz mieć ilu chcesz, bo to pozwoli Ci rozwijać Twój biznes szybciej i łatwiej.

Mały biznes

Zakładam, że w momencie „sprawdzam!”, czyli 1. września 2019, co najmniej 90% moich klientów będą stanowiły startupy i pojedyncze osoby, płacące miesięcznie $10 lub mniej. To oznacza, że będę potrzebował aż 1000 klientów! Żeby ułatwić im decyzję o wysupłaniu tych $10, dam im pewną zachętę, która na razie niech pozostanie tajemnicą biznesową 😉 Nie mam budżetów reklamowych jak wielkie firmy, więc będę musiał tu porobić trochę marketingu partyzanckiego.

Moment weryfikowania potencjału wybranej grupy docelowej jeszcze przede mną. Wcale nie jest powiedziane, że – w toku rozmów i testów na prototypach – grupa docelowa, a nawet cały model biznesowy, się nie zmienią. Zgodnie z tym czego uczę innych i co jest głęboko zakorzenione we mnie, będę cały czas działał zwinnie (agile). Zamierzam też wypróbować podejście Lean Startup, które wiele razy udowodniło swoją skuteczność przy budowaniu biznesów tego typu.

No to do roboty! 🙂